Ciągle pod górkę. Nazywają mnie Żaba. Od prawie roku walczę z rakiem. Opiszę moje zmagania, problemy, ciekawostki - wszystko to z czym przyszło mi się zmierzyć. Nie będę opisywać cudów medycyny tylko to, do czego sama doszłam, sama znalazłam i sama stosuję. Moje hasło : Spieprzaj Dziadu! rzaba@bagno.be
Kategorie: Wszystkie | książki | Papusianie | Robótki | test | Zosia
RSS
piątek, 24 października 2014

Długo nie pisałam. Nie było netu, nie było czasu i niestety moje znudzenie też o sobie dało znać.

 

To teraz nadrabiam zaległości, na szybko w skrócie.

Sanatorium przeszłam. Bardzo mi się podobało. Jedyny minus to jedzenie - tak jak pisałam- szału nie było ale nie zdarzyło mi się nic dokupić "na mieście" z głodu, jak już to z łakomstwa.

Kontakt utrzymuję z dwiema dziewczynami. Piszemy do siebie, dzwonimy. Jakby się dało to w przyszłym roku chętnie pojedziemy w to samo miejsce.

 

Po powrocie pojechałam do Krakowa. Zostałam chrzestną małej Zosi. Impreza była w domu i "na polu". Udała się lepiej niż zakładaliśmy. Wszystko naszykowane przez nas - duma rozpierała od słuchania pochwał i zachwytów. Niestety jako ciocia nie dałam rady nosić Zochy na rączkach. Nie miałam siły.

 

Kolejny stres to herceptyna. Po dwóch miesiącach badań okazało się, że jednak przekroczył magiczny 1cm i dostałam się do programu. Żeby nie było jednak za łatwo na prześwietleniu wyszły jakieś smugi. W środę zrobili mi tomograf. Dziś jadę odebrać wyniki. Na szybko po badaniu nic nie chcieli powiedzieć czy coś widzieli czy nie. Na skierowaniu napisali, że jakieś niepokojący obraz. I weź tu spokojnie podejdź do tego. Napisali plecy więc bolą mnie jak jasna cholera. Boję się co tam wyszło. Nie śpię po nocach. Na Słowa "będzie dobrze" mam ochotę wyć i gryźć!

Badania robiłam w Instytucie na Ursynowie. Miała to być jednodniowa wizyta przetrzymali mnie 6. W sali było nas 4. Oprócz mnie wszystkie z przerzutami na kości, wątroby, do głowy. Bardzo pogodne babki. Podziwiam ich spokój i podejście do Dziada. Niestety noce były koszmarne! W salach obok babka krzyczała "Dobijcie mnie!". Cały mój optymizm, że wyjdę z tego przepadł. Rozmowa z psychologiem od pacjentów onkologicznych niewiele pomogła. Jak tylko coś mnie zakłuje, zaboli od razu myślę, że to Dziad.

Dziś odbieram wynik. Ręce i nogi mi się trzęsą. Zbiera na wymioty.

 

 

 

Ufff! Wyniki bez zmian! Wszystko ok. Teraz czekam na wyznaczenie terminu pierwszej dawki:D

wtorek, 02 września 2014

Niedziela.

Na dole, w "sali balowej" odbywało się wesele. 2 zespoły disco polo, awantury pod balkonem. Nie ma to jak życie w pałacu!

Mój pokój jest za "wieżą" więc dochodziło tylko nieprzeszkadzające dudnienie. To chyba ta obiecana terapia muzyką.

Po takiej imprezie możemy być pewne, że jedzenie będzie lepsze:)

Śniadanie:

Pasztet ze śliwką, kilka serów żółtych, wędlina.

Obiad:

Krem brokułowy, sztuka mięsa w sosie, ziemniaki, surówka, kompot

 

Po obiadku popłynęłyśmy na wyprawę łodzią Jaćwingów. Dziewczyny wolały katamaranem ale jak zobaczyłam przebierańców stanowczo postawiłam na nich.

I nie żałują! Było super! Mordy, gwałty i porwania!

Kolacja:

Ser biały, wędlina, biały chleb.

Litwa.

Pogoda super, nie za zimno nie za gorąco.

Nałaziłyśmy się tak, że po powrocie przydałby się masaż nóg a nie tylko rąk.

Tempo zwiedzania ogromne- za dużo jak na jeden dzień, ale warto było!

Bardzo mi się podobało.

Jako suchy prowiant dostałyśmy po 2kanapeczki z wytworem wędlinopodobnym i tyle. Dobrze, że podkusiło nas i zaopatrzyłyśmy się we własnym zakresie.

Na miejscu to już hulaj dusza! Bliny, kartacze, kindziuki - wszystko co dawali:)

Wróciłyśmy po 21 i padłyśmy.

 

piątek, 29 sierpnia 2014

Pogoda super! Słońce i ciepło.

Zwiedziłyśmy karczmę o swojsko brzmiącej nazwie "Kaktusik". Śliczna! Chciałbym mieć tak na ogródku.

 

Śniadanie:
Kluski z mlekiem, plasterek mielonki, plasterek czegoś okropnego niby wędliny, dżem, ogórek zielony
Obiad:
Zupa fasolowa, ziemniaki, pulpet rybny, ogórek małosolny, kompot. Kapusta kiszona samodzielnie zakupiona.
Kolacja:
Śledź w occie, ser biały, papryka, rogaliki drożdżowe z marmoladą.

 

A jutro do Wilna. Wyjazd o 5 rano.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Nie wiadomo jak się ubrać, raz zimno raz gorąco i do tego jeszcze moje uderzenia gorąca, przebieram się 3razy dziennie.

Zrobiłyśmy zbiórkę i w sobotę jedziemy do Wilna.

Śniadanie:
Owsianka, serek topiony, 2plasterki wędliny, pomidor
Obiad:
Krupnik, 2pyzy z mięsem, dużo cebuli i tłuszczu, mizeria,
Kolacja:
2plasterki wędlinopodobnego czegoś(obrzydlistwo z wyglądu i zapachu), papryka, makaron z serem i śmietaną.

Chodzą plotki, że któraś zadzwoniła do ZUSu ze skargę na jedzenie. Nie ukrywam, że nie jest za smacznie ale słyszałam, że bywa gorzej.

Jeśli to prawda to mam swój typ. Siedzi przy moim stoliku i narzeka na wszystko. To nie takie, to za zielone, to za mało zielone, pomidor ze skórką, kompot z owocami, herbata nie słodzona od razu, kołdra za cienka, okna za wysokie... nie powiedziała jeszcze nic pozytywnego.

Dobrze, że zgrupowałyśmy się we 3 w porywach do 5 i chodzimy i  ćwiczymy razem. Wieczorem spacer, kino i winko w pokoju.

 

 

 

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31